Gabloty aluminiowe
W muzeum
Bardzo lubię chodzić do muzeum. Niezwykle inspirująca jest dla mnie atmosfera takich miejsc. Z jednej strony rzeczy, które przeminęły i których miejsce jest tylko i wyłącznie w muzeum, a drugiej strony wkraczanie w tę rzeczywistość nowoczesności. Jest tylko jedna rzecz, która budzi moje obawy, kiedy zwiedzam muzea. Chodzi mi o gabloty aluminiowe. Być może jest to głupie i nienormalne, ale zawsze mam wrażenie, że popsuję jakieś drzwi szklane, potłukę je, lub po prostu je przewrócę. Dlatego staram się chodzić po muzeach jak najbardziej delikatnie. Co nie oznacza, że moje koleżanki nie śmieją się ze mnie, że poruszam się jak słoń w składzie porcelany. Jedno jest pewne: żadne szklane fasady jak dotąd nie stały się moją ofiarą i mam nadzieję, że nigdy to nie nastąpi. Poza tym słyszałam gdzieś, że nawet jeśli jakiemuś zwiedzającemu zdarzy się taki niemiły incydent, nie ponosi on za to odpowiedzialności. To jest bardzo pocieszająca wiadomość. W ogóle to najbardziej lubię takie muzea, w których nie ma gablot aluminiowych